Rozdział 1
Stojąc w progu czułam się jak na krawędzi. A przecież stałam w drzwiach własnego domu. Uważnie rozglądnęłam się po salonie szukając oznak czyjejś obecności. Dokładnie sprawdziłam czy buty, kurtki i klucze są na swoim miejscu. Były- moja mama znowu się nie pojawiła.
Zawiedziona zdjęłam trampki i zamknęłam drzwi na klucz. Ciężki, niewygodny plecak rzuciłam w kąt, w duchu obiecując sobie że tym razem nie zapomnę napisać prasówki na WOS. W lodówce znalazłam tylko rozmrożone pierogi, które najprawdopodobniej miałam zjeść w zeszłym tygodniu. Zamiast tego podkradłam mamy zaskórniaki i zamówiłam pizzę. Obiad załatwiony. Bon appetit!
Dostawca okazał się miłym, młodym chłopakiem, więc nie poskąpiłam mu napiwku. Zjadłam kilka kawałków włoskiego specjału, a resztę zostawiłam na następny dzień. Już miałam wziąć się za pracę domową, kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się kilka cyferek, co oznaczało że tego numeru nie mam w spisie. No cóż... jeśli kocha, to poczeka, pomyślałam. Odłożyłam telefon na stół i wciągnęłam plecak do swojego pokoju. Otworzyłam laptopa na wiadomościach z zeszłego tygodnia, zrobiłam notatki, po czym napisałam dwustronicową pracę.
Kiedy skończyłam zostało tylko pół godziny do zmroku. Przeznaczyłam je na szybkie zakupy i kładąc się spać zakończyłam misję "Przetrwać dzień".
Jeśli uważacie, że jesteście największymi pechowcami na świecie, to bardzo prawdopodobne że jeszcze się nie poznaliśmy. Sen według mnie jest najważniejszą czynnością życiową. Nie tylko daje odpocząć naszemu organizmowi, ale także pozwala nam zapomnieć o Bożym świecie. Niestety moje umiłowanie do snu niejednokrotnie wpakowało mnie w bagno. Tego dnia również, budzik nagle przestał działać, a autobus do szkoły odjechał za wcześnie. Mimo to uparłam się oddać pracę z WOS-u i poszłam pieszo.
Byłam już absolutnie pewna, że gorzej być nie może, ale wtedy okazało się że moje wypociny zostawiłam w domu. Wściekła zgłosiłam nieprzygotowanie i po raz kolejny wyznaczyłam sobie za cel przeżycie.
Kiedy otwarłam drzwi do domu, nie wiedziałam czy się cieszyć, czy płakać. Na wieszaku obok mojej kurtki wisiał bowiem płaszcz mojej mamy. Oznaczało to że najgorszy szef na świecie- Maciek Gródziński- pozwolił jej wrócić do domu. Jeśli wykopaliska w Gnieźnie się skończyły, zostanie na dwa, góra trzy dni. Jeśli po prostu zrobiła sobie przerwę, wyjedzie wieczorem. I tak właśnie przeżyłam 16 lat swojego życia. Cztery lata temu, przed śmiercią taty, przynajmniej on się mną opiekował. Ale od tego czasu życie zmusiło mnie do samodzielności.
- Cześć Dominika, jak tam w szkole? - zapytała matka.
- Hej, w porządku. Skończyliście już w Gnieźnie?
- Tak, ale nie znaleźliśmy nic cennego, parę starych obrazów. Do dwóch dni Maciek ma dać mi znać co dalej.
- Super. Co na obiad? - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Obiad. Domi, wybacz, ale nie pomyślałam o... - urwała, ale doskonale wiedziałam, co chciała powiedzieć.
- O mnie? Jasne.
Był piątek wieczorem, a matka była w domu. Nie zamierzałam zmarnować takiej okazji. Zadzwoniłam do znajomych i umówiłam się z nimi w najbliższym klubie.
Wszystko było by ok, gdyby nie pewny osobnik, który zjawił się bez zaproszenia.
- Co tu robisz Patryk? - zapytała Kaśka, jedyna dziewczyna, która mnie rozumiała.
- Słyszałem, że zebrała się tu cała śmietanka towarzyska, więc nie mogło mnie zabraknąć - odpowiedział.
Patryk był synem szefa mojej matki, za co nienawidziłam go tylko trochę mniej niż jego ojca. W dodatku chłopak uparł się na przyjaźń ze mną, czym tylko bardziej drażnił moje nerwy. Jego ojciec wykorzystywał pracowników, kazał im pracować całymi dniami za śmieszne pieniądze, choć ciągle powtarza że to on jest tam specjalistą. To on powinien chodzić po podziemnych korytarzach - nie moja matka, pomimo tego, że ona też była speologiem. Co do Patryka, to dobrze wiedziałam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Chodź, nie zamierzam sobie psuć tego wieczoru jeszcze bardziej - rzuciłam do Kaśki i podeszłam do baru.
Tutejszy barman był bardzo uparty i nie chciał mi sprzedać ani jednego drinka, nawet kiedy powiedziałam, że zapłacę dwa razy więcej. Mimo to porwałam Kasię na parkiet, a wkrótce dołączyli do nas inni. Wirowałyśmy, kręciłyśmy ciałami i robiłyśmy to wszystko co w klubach uważają za taniec. Paru nieudolnych chłopaków próbowało się przylepić, ale moja przyjaciółka była już zajęta, a ja niezainteresowana pryszczatymi komputerowcami.
W końcu przestała nam się podobać zabawa bez alkoholu, więc Piotrek zaproponował żebyśmy przenieśli się do niego. Jego rodzice byli w delegacji, więc miał wolny dom. Na szczęście chłopak mieszkał blisko, a po drodze starsi z nas zahaczyli o monopolowy.
Salon naszego kolegi był dość ciasny, ale miejsca starczyło na tyle abyśmy wszyscy usiedli w kole. Było nas sporo, więc ktoś wpadł na genialny pomysł. Gra polegała na tym, że kręciło się butelką, a osoba, na którą wypadło miała wypić kieliszek wódki. Cała frajda opierała się na opijaniu jak największej liczby osób.
Moją osobę wylosowano dokładnie sześć razy. Za każdym razem wódka smakowała lepiej i za każdym razem mocniej uderzała do głowy. Kiedy prawie każdy był już pijany Piotrek puścił głośną muzykę i wszyscy ponownie zaczęli się wić i wyginać jak węże. W mojej głowie toczyła się bitwa, a w żołądku wręcz wojna. Mimo to tańczyłyśmy z Kaśką do puki nie urwał mi się film.
Kiedy się obudziłam czułam się jak we wirówce. Trzy tysiące sześćset obrotów na minutę. Wstałam z łóżka przytrzymując się stolika i byłam już całkiem daleko, kiedy mój żołądek zaprotestował. Zwróciłam chyba całą kolację, którą najwyraźniej musiałam wczoraj zjeść. Zrobiło mi się lepiej, więc zeszłam do kuchni, gdzie napotkałam mamę.
- Miło, że zeszłaś. Wczoraj byłaś pijana w trupa - zauważyła wściekła.
- Proszę, nie krzycz, moja głowa za chwile eksploduje. Chciałam się tylko zabawić.
- Zabawić?! Obawiam się że gdyby nie Patryk, to nawet nie dotarłabyś do domu.
- Jak to? - wyjąkałam. Cholera, chyba wiszę mu przysługę.
- Masz szlaban na wychodzenie z domu, rozumiemy się? Do odwołania!
Świetnie mamo, ciekawe jak tego dopilnujesz - pomyślałam. Pomimo tego pozytywnego myślenia jedno było pewne- ten weekend spędzę w domu.
- Dzwonił szef? - zmieniłam temat nalewając sobie wody do szklanki. Wypiłam ją duszkiem, ale nadal czułam, że mój język jest wyschnięty na wiór.
- Tak, chciałam z tobą o tym porozmawiać - zaczęła matka nagle dziwnie łagodnym tonem. Znałam go już za dobrze.
- Nie ma mowy, nie przeprowadzę się! - oznajmiłam bez ogródek.
- Dominika, posłuchaj mnie dobrze?
Skinęłam głową gotowa na nowe wiadomości. Trzy razy mama w ten sposób oznajmiła mi, że zmieniamy miejsce zamieszkania. Tylko po to, żeby ona mogła pracować na drugim końcu Polski. Tym razem na to nie pozwolę, za bardzo zżyłam się z tym miejscem.
- Wczoraj dzwonił do mnie Maciek. Jego ludzie znaleźli korytarze, połączone jaskiniami. Podejrzewają, że mogą tam być rzeczy powojenne. Część z nich może zmienić historię - zachwycała się kobieta.
- Do rzeczy - poprosiłam niecierpliwie - Gdzie jedziesz tym razem?
- Nigdzie, Domi. Znaleźli to niecałe dwa kilometry od szkoły. Tu, w Jaworzu.
W trzy sekundy pojęłam co mama chciała mi przekazać. Nigdzie nie wyjeżdża. Jeszcze gorzej - zostaje.
czwartek, 27 sierpnia 2015
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Lecimy z prologiem :P
Prolog
Nad Rozpadliną Cieni panował chaos, kiedy przedstawiciele wszystkich ras, plemion i klanów zajmowali swoje miejsca. Elfy i krasnoludy posyłały sobie wrogie spojrzenia, nieświadomi że już w tak krótkim czasie staną razem w boju. Smoki zamiatały niespokojnie ogonami na widok najpotężniejszych Stworzycieli. Jasnowidze z obłędem w oczach zasiadali na specjalnie wykutych w skale tronach, po czym zmieniali miejsce wierząc że każda decyzja może odmienić los.Jedyną spokojną duszą w tym zgromadzeniu była kapłanka elfów księżycowych czczących boginię Selene. To ona zwołała Radę w tym miejscu by ogłosić wszystkim o nadchodzącym zagrożeniu i możliwości ratunku. Chciała zasiać nadzieję w sercach współmieszkańców krainy, ale przede wszystkim pragnęła położyć kres wojnom domowym. Wiedziała że zostanie skazana za popełnioną zbrodnię, ale znała swoje przeznaczenie i nie zamierzała z nim walczyć.
Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsce w kręgu doświadczona elfka wstała i przystanęła w środku. Ostatni raz spojrzała w oczy przerażonej towarzyszki, po czym rozpoczęła zebranie.
- Witajcie Przedstawiciele. Wybaczcie tak nagłą decyzję o zebraniu, jednak niewątpliwie muszę was o czymś powiadomić. Wszyscy odczuwamy ciemność wkradającą się do naszych krain, ale nie wszyscy wiedzą jak się przed tym bronić. Wiedzcie że Sarius powrócił by ponownie siać zniszczenie. Tym razem sami nie damy rady go pokonać. Do naszego świata wkrótce przybędą śmiertelnicy i to od naszych wyborów będzie zależeć czy okażą się naszym ocaleniem czy też nie. Ich wnętrza pełne będą obaw, ale i waleczności.
- Skąd posiadasz takie informacje? - zapytała podejrzliwa jak zawsze Cixanda, tymczasowa przedstawicielka niziołków.
- To sprawa, w której zmuszona jestem prosić was o wyrozumiałość. Pomogła mi Verdsa, moja przyjaciółka i towarzyszka. Dwa lata temu pojawiły się u niej majaki nocne, a kilka miesięcy później doświadczyła pierwszej wizji.
- Wykazuje zdolności jasnowidza? - wtrącił Arkhum, najpotężniejszy z tejże kasty.
- Jeśli to prawda... wiesz czym karane jest ukrywanie kogoś z darem, prawda?
Kapłanka pokornie skinęła głową, a pieczę nad Verdsą przejęła skromna mentorka i nauczycielka Obdarzonych.
- To muszą być kłamstwa - krzyknął Arkhum - Nasi zobaczyliby to samo, a to się nie wydarzyło.
- Wasze oczy i zmysły przysłonił mrok, a Verdsa jest znaczenie potężniejsza od wszystkich was razem wziętych.
Niestety kapłanka Eudriane zbyt późno zorientowała się że Rada wzięła jej słowa za groźbę. Elitarni strażnicy pochwycili jej nadgarstki i zakuli w kajdany. Królowa nimf, a także sędzia jej obszaru podeszła do wyznawczyni Selune i zdejmując jej tiarę oznajmiła:
- Za popełnione zbrodnie ukrywania Obdarzonej i grożenia Radzie Najwyższej niniejszym obecną tu byłą kapłankę elfów księżycowych i czcielkę Najwyższej, skazuję na wygnanie.
Zaczynamy! :D :D
Heej wszystkim, jak pewnie większość z was wie nazywam się Wiktoria, i już od paru lat piszę książki. W sumie chciałabym związać z tym swoją przyszłość, więc założyłam sobie bloga, gdzie mam nadzieję że większa liczba osób będzie czytała moje opowiadanie :D Będę wdzięczna za wszystkie uwagi i komentarze, a także jeśli się wam spodoba, rozsławienie bloga ;P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)