wtorek, 3 stycznia 2017

Rozdział 12

                                        Rozdział 12
Obudziłam się, kiedy moim ciałem zaczęły rzucać spazmatyczne wstrząsy. Nie leżałam już na zimnej, wykładanej kafelkami podłodze. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą poważne spojrzenie jakieś elfki księżycowej.
- Nie ruszaj się, niesiemy cię do skrzydła szpitalnego - powiedziała.
Wokół mnie panował kompletny chaos, w którym nie mogłam się odnaleźć. Przez głowę przelatywały mi okropne obrazy ostatnich wydarzeń. Nie czułam rany na nodze, ale szczerze mówiąc nie czułam również całego mojego ciała. Czułam za to cierpienie psychiczne i w tamtym momencie bałam się, że się nie podniosę i zwariuję.
W końcu jakiś ork pomógł elfce zdjąć mnie z noszy i ułożyli mnie do łóżka. Zza drzwi chwilę później wpadli wszyscy wtajemniczeni w plan. Jedno mogłam przysiąc - nigdy jeszcze nie widziałam takiego poczucia winy, jakie malowało się na twarzy Dolandilasa.
Elficzka, która najwyraźniej była czymś w rodzaju lekarza, nie wygoniła ich z pokoju. Po prostu nie zwracała na nikogo uwagi. Pomogła mi się podnieść i usiąść, po czym dotknęła rękami mojego czoła i wymamrotała jakieś słowa. Przez moje ciało przelała się ciepła, przyjemna energia, oczyszczając mnie z toksyn. Na koniec powędrowała do mojego umysłu i także tam zrobiła porządek. Czułam jakby odkurzała cały ból i cierpienie. Kiedy skończyła czułam się o wiele lepiej, jeszcze nie tak dobrze, jak wcześniej, ale już nie czułam takiego mroku w sobie.
- Już jest w porządku, musisz tylko odpocząć. Potrzebujesz czasu na ponowne zregenerowanie sił - pocieszyła mnie z uśmiechem i zostawiła nas samych.
Pierwsza podeszła do mnie kapłanka i z konsternacją na twarzy przysiadła na łóżku.
- Na prawdę jest już w porządku? Możesz normalnie rozmawiać? - zapytała.
- Tak, czuję się normalniej - powiedziałam głupio. Nie wiedziałam jak inaczej zdefiniować swoje samopoczucie, ale rzeczywiście, wszystko było już okej.
- Co tam się wydarzyło? - zapytał cicho Eudriellion.
- Walczyłam do końca. Ale w pewnym momencie nie dałam rady i zombie rozdzierały mi skórę. Przypomniałam sobie, że to tylko iluzja, zaczęłam krzyczeć, a zombie zniknęły. Potem zemdlałam.
- Niesamowite. Dominiko, możesz chodzić? - zapytał troskliwie Dolandillas.
- Myślę, że tak.

Chwilę później wszyscy szliśmy schodami do wieży, w której zemdlałam. Koniecznie chcieli mi coś pokazać, jednak uprzedzili mnie, że w środku będzie wściekła Tosya.
- Jesteś gotowa? - zapytał Patryk i otworzył mosiężne wrota, prowadzące do sali iluzji.
Jednak teraz nie był to ogromny, przerażający pokój, a malutki, zakurzony. Przypominał nieco babciną sypialnię.
- Co tu się stało? - zapytałam zaskoczona. Weszłam do środka, gdzie rzeczywiście zastałam Tosyę, wraz z kilkoma Wyklętymi.
Władczyni odwróciła się do mnie, a z jej twarzy wyczytałam, że wściekła, to mało powiedziane.
- Możesz mi do cholery wytłumaczyć jak to zrobiłaś?! Gdzie jest sala iluzji?!
- Daj spokój, jeszcze nic jej nie wytłumaczyliśmy - stanął w mojej obronie złotowłosy książkę.
- Co tu się stało? - powtórzyłam pytanie.
- Ty to zrobiłaś. Swoimi krzykami wzmogłaś głęboko ukrytą moc, złamałaś potężne zaklęcie Wyklętych. Pokonałaś wszystkie zabezpieczenia i sprawiłaś, że całą ich iluzję tego pokoju szlag trafił - tłumaczyła Eudriane z wielkim podnieceniem.
- Jeśli potrzebujesz świadectwa twojej mocy, to myślę, że to powinno ci wystarczyć - powiedział z uśmiechem Patryk.
- Przyznaję, to co zrobiłaś budzi podziw - rzuciła Tosya - Naprawienie tego zajmie nam całą noc, a i tak nie odzyskamy całej świetności tego miejsca.
- Nie mam pojęcia, jak do tego doszło - wyznałam - Po prostu nie mogłam znieść tego bólu i tylko krzyczałam...
- My nie słyszeliśmy krzyku, tylko ten, który pochodził od twoich przeciwników - wtrącił Eudriellion.
Chwilę jeszcze podziwiałam mały pokoik, zupełnie inny niż tamten. Potem jednak Wyklęci poprosili o nasze wyjście, by z powrotem przywrócić iluzję.
- Patryk też odbędzie tam trening? - zapytałam, kiedy schodziliśmy po schodach w dół wieży.
- Tak, ale jutro. Musimy mieć pewność, że pokój zadziała jak trzeba.


Resztę tego dnia, który praktycznie już się kończył, spędziłam u siebie w pokoju. Nakazano mi odpoczywać i regenerować siły, choć wcale nie czułam, bym tego potrzebowała. Miałam za to czas dla siebie, przemyślałam wszystko co zaszło, choć nie znalazłam odpowiedzi na żadne z nurtujących mnie pytań.
Chciałam zająć czymś myśli, chwyciłam więc za książkę. Przeczytałam kilka akapitów, ale za wiele z nich nie zrozumiałam. Poddałam się i położyłam spać, modląc się do Selune o spokojny sen.


Z samego rana obudziła mnie sama Tosya zapraszając do uroczystej sali zebrań. Z tego co wywnioskowałam miała nam wszystkim coś niesamowicie ważnego do powiedzenia.
Dała mi tylko chwilę na przebranie się z piżamy i osobiście zaprowadziła do miejsca spotkania. W środku na krzesłach wiercili się już wszyscy moi towarzysze.
- Co jest tak niezmiernie pilne? - zapytał Dolandilas, którego najwyraźniej też dopiero obudzili, ponieważ miał większe wory pod oczami niż ja.
- Nie mamy czasu, więc nie będę obijać w bawełnę. Przesłuchaliśmy Katię, niestety zmusiła nas do wejścia w jej umysł. Dzięki temu odkryliśmy kim tak na prawdę teraz jest. Okazało się, że pracuje dla Sariusa, który obiecał jej wolność, w zamian za zabicie Dominiki.
Wszyscy zaniemieliśmy. Skąd mieliśmy wiedzieć, że Tosya sobie tego nie wymyśliła tylko po to aby odwieść naszą uwagę od niej?
- Skąd taka pewność? - zapytałam podejrzliwie.
- Mówię ci, że byłam w jej umyśle, słuchasz czasem? - przewróciła oczami - Najważniejsze jest to, że Sarius ją przekabacił. Nie wiem jak do niej dotarł, ale skoro to zrobił to jest sto procent szans, że może być następny, racja?
- Sarius wzmocnia swoją moc. Już wysłał za nami Symorę, teraz Katia. Wygląda na to, że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni - wtrącił Dolandilas.
- Co z tym robimy? -zapytał Patryk.
- Nic nie możemy zrobić. Nie jesteście jeszcze gotowi na opuszczenie królestwa. Trenujemy dalej, zachowujemy wzmożoną uwagę i tyle - rzucił Eudriellion.
Zgodziliśmy się z tym i podziękowaliśmy Tosyi za wiadomość - prawdziwą czy nie.

Kiedy w końcu Tosya wypuściła nas z pokoju udaliśmy się na śniadanie, po którym mieliśmy się spotkać w wieży. Tym razem to nie był mój trening, ale uznałam, że będę czekać na Patryka - na wszelki wypadek. Idiota czy nie będzie potrzebował wsparcia.
Na szczyt wieży dotarłam ostatnia, czemu przyczyniły się przepyszne placki z owocami. Nie przyniosłam ze sobą żadnej broni, bo uznałam, że nie będzie mi potrzebna. Za mosiężnymi wrotami dostrzegłam odnowioną salę iluzji. Jedyna różnica polegała na braku ruszających się ścian, choć nie ujęło im to wiele z upiorności.
- Witaj Dominiko, miło że zechciałaś nam dotrzymać towarzystwa - przywitał mnie Dolandilas pokazujący właśnie Patrykowi broń.
- Gdzie Eudriellion? - zapytałam zamiast tego.
- Prosił by dzisiejszy trening odbył się bez jego osoby. Ma jakieś ważne sprawy do załatwienia - złotowłosy książę wzruszył ramionami.
- I nie pytałeś go o co chodzi? - dopytywałam.
- A powinienem? - elf odpowiedział pytaniem podnosząc jedną brew do góry.
- Tak? Myślałam, że jesteśmy drużyną i powinniśmy sobie mówić nawzajem gdzie idziemy, tym bardziej, kiedy każdy nasz ruch może być śledzony przez Sariusa lub jego popleczników.
- Jesteśmy drużyną, więc powinniśmy także mieć do siebie zaufanie. Ja mu ufam, poza tym obiecał, że weźmie ze sobą obstawę.
- Dokąd?
- Dominika, czy ty aby przypadkiem nie jesteś zbyt ciekawska? - wtrącił Patryk kończąc oglądać broń.
- A ty co, podsłuchujesz? Może lepiej byś się zajął odpowiednim przygotowaniem? - odcięłam się.
- Ta rozmowa nie ma sensu. Patryk, jesteś gotowy? - zapytał Dolandilas schodząc z tematu.


Chwilę później siedzieliśmy z Dolandilasem tuż przed mosiężnymi drzwiami, za którymi toczyła się walka. Co chwilę słyszałam brzdęk uderzania o siebie broni. Z tego co wiedziałam to Patryk nie posługiwał się bronią na dystans, ale na wszelki wypadek schował jeden sztylet nadający się do rzucania. Na własnym przykładzie wiedziałam, jak bardzo może okazać się pomocny.
- Walczyłeś kiedyś w sali iluzji? - zagadałam do zamyślonego księcia. Przysłuchiwanie się temu, co działo się w środku zaczęło mnie już nudzić.
- Nie. Żadna istota, która nie została wyklęta nie ma tutaj prawa wstępu. Dlatego nie wiedzieliśmy o czarnej magii, która jest tu praktykowana. O sali opowiedziała nam Eudriane.
- Pytaliście skąd wiedziała o niej? - zapytałam machinalnie.
- Zacznij nam ufać Dominiko. Inaczej będzie nam bardzo ciężko w tej wojnie.
Nie odpowiedziałam, bo w tym momencie coś mocno łupnęło w drzwi.
- Patryk?! - krzyknęłam.
- Nic mi nie jest, to nie ja - odpowiedział zadyszany.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
- Jak najlepszym! - rzucił i ponownie wrócił do walki, a ja postanowiłam go nie dekoncentrować.
- Czujesz coś do niego? - odezwał się Dolandilas i wpatrywał we mnie przenikliwie.
- Odrazę - odpowiedziałam i przewróciłam oczami.
- Nie o takie uczucia pytam - powiedział twardo.
- Możecie wszyscy dać mi spokój? Nie wiem co czuję, ostatnio albo nie czuję nic albo czuję za dużo, ciężko się w tym połapać.
- Tłumisz w sobie uczucia, zamykasz w sobie. A kiedy jest ich za dużo zjadają cię i nie pozwalają czuć nic więcej. To nie jest normalnie, Domi.
- Sugerujesz, że jestem nienormalna? - oburzyłam się.
- Jesteś wyjątkowa, na swój własny sposób. Ale tak się nie da długo żyć i dobrze to wiesz.
- Więc co twoim zdaniem powinnam zrobić, wasza książęca mość? - zadrwiłam.
- Pozwolić uczuciom robić swoje, poddać się im. Przyznać przed sobą, że jednak coś czujesz.
- Nie znasz mnie. Nie wiem jakim prawem mnie oceniasz, ale daruj sobie takie rady - rzuciłam. Z twarzy elfa wyczytałam, że moje słowa go zraniły, ale w głębi duszy czułam, że tak będzie lepiej.
Kolejną godzinę siedzieliśmy w milczeniu słuchając zmagań Patryka. Choć usilnie starałam się nie zastanawiać, nad słowami złotowłosego księcia, jakoś moje myśli zawsze kierowały się w kierunku tego toru. Czy rzeczywiście tłumie w sobie wszystkie emocje? Czy coś podobnego nie byłoby samoistną destrukcją?
- Opowiedz mi o nimfach - poprosiłam Dolandilasa. Z wszystkich, których przyjdzie mi odwiedzić o nich wiedziałam najmniej.
- Ich królestwo nico różni się od pozostałych ze względu na różnorodność środowisk nimf. Część z nich mieszka pod wodą, są to nimfy wodne, czyli najady. Niektóre zamieszkują swój własny las, nazywamy je driadami. Zaś te, które mieszkają na łąkach to lejmoniady.
- Skoro mieszkają osobno i dzielą się na grupy, będziemy musieli przekonać każdą grupę z osobna? - zapytałam.
- Na szczęście nie. Podlegają jednakowej władzy nimfy Ibrein. Jako jedyna narodziła się z obumarłego drzewa, tak jak jej przodkowie. Można powiedzieć, że ich władza jest dziedziczna, choć nimfy są niepokalane, jeśli wiesz o co mi chodzi - zaczerwienił się.
- Tak, myślę, że wiem - odpowiedziałam - W moim świecie nimfy występowały tylko w mitologii i raczej nie były kojarzone z niebezpieczeństwem i walką. W czym mogą nam pomóc? - zmieniłam temat.
- To prawda, są raczej kojarzone z łagodnością i spokojem. Jednak posługują się magią natury, którą dobrze można wykorzystać. Poza tym jak nikt potrafią leczyć rany.
- Mają coś wspólnego z elfami? - dopytywałam.
- Raczej niewiele. Uważają nas za dzikie, brutalne istoty - wzruszył ramionami.
W takim razie ciekawe co powiedziały by o ludziach - pomyślałam.
- Są jakieś hmm... nimfy, płci męskiej? - zapytałam zamiast tego.
- Nie, nimfy to tylko i wyłącznie kobiety. Rodzą się z kwiatów i innych roślin. Jednak tylko królewska rodzina zostaje poczęta przez drzewo - zaśmiał się.
Żadne z nas nie zdążyło już nic powiedzieć bo zza drzwi sali iluzji dobiegł nas odgłos walących się ścian, a potem przerażające "stop" Patryka. Obaj natychmiast się zerwaliśmy i Dolandilas zwinnym ruchem wyjął pieczęć. Mimo to chłopak nadal krzyczał, choć jego przeciwnik powinien już zniknąć.
- Otwórz drzwi! - wrzasnęłam na Dolandilasa.
- Nie. Zasady są jasne, to on ma je otworzyć - wzruszył ramionami.
- Coś mu się może stać!
- A może po prostu chcesz zobaczyć czego się boi, co? Przecież tak bardzo się o niego troszczysz!
- Stul pysk. I wiesz co? Mam gdzieś te twoje zasady! - rzuciłam i szybko chwyciłam do rąk miecz, łuk oraz strzały.
Miecz schowałam do pochwy, a jedną ze strzał założyłam na cięciwę łuku, po czym z całej siły jedną ręką pociągnęłam za drzwi. Na moje szczęście otworzyły się zadziwiająco łatwo, więc szybko mogłam odnaleźć się w sytuacji. Jednak kiedy zorientowałam się co tak na prawdę mam przed sobą, moje serce przestało bić i powędrowało do gardła.
Przede mną bowiem stał ogromny, kościsty smok. Był odzwierciedleniem smoków, które widywałam w filmach fantasy, jednak jego cielska nie pokrywały łuski czy skóra. Był to po prostu ogromny, latający szkielet smoka. Jedyną częścią, która nie była kością, było ukryte za żebrami serce, które już nie pompowało krwi.
Patryk stał w kącie pokoju trzymając w ręce krótki sztylet, którym z pewnością nie da się pokonać takiego bydlęcia. Wystrzeliłam więc strzałę pomiędzy żebrami smoka, którego rozmiar sprawiał, że ta olbrzymia sala wydawała się ciasną izolatką. Następnie wyjęłam miecz i pamiętając jak wyglądała walka z szkieletami zaczęłam okładać potwora po kościanych łapach. Niestety, nie był tak kruchy, mój miecz po prostu odbił się od jego kości. Kątem oka zobaczyłam jak Dolandilas wbiega z łukiem w ręce i tak jak ja próbuje odwrócić uwagę smoka od Patryka.
Poszło mu całkiem nieźle bo smok rzeczywiście zmienił swój cel i zaatakował elfa ogonem wgniatając go w ziemię. Wtedy ja wykorzystując sytuację chwyciłam łuk i wystrzeliłam pomiędzy żebrami, celując w serce. Na nasze nieszczęście strzała poleciała za wysoko i ledwie drasnęła rozjuszonego smoka. Wtedy Patryk , który odzyskał swój miecz rzucił się na niego by dać mi kolejną szansę trafienia smoka. Jednak ten tylko znowu zamachnął ogonem z taką siłą, że obaj leżeliśmy na ziemi cali obolali. Kiedy rozejrzałam się po sali zobaczyłam, że Dolandilas jest nieprzytomny, a Patryk czołga się do broni.
Smok obrał sobie za cel mnie, a swojego dzieła zamierzał dokonać rozgniatając mnie kościstą łapą. Już podnosił ją do góry odsłaniając przy okazji jedyne miejsce, które nie chroniło jego serca, kiedy założyłam strzałę na cięciwę i wystrzeliłam. Tym razem trafiłam prosto w serce, a wszystkie kości w momencie się rozpadły jak zaczarowane. Szybko zorientowałam się, że większość spada na mnie, jednak jednym zwinnym ruchem przeturlałam się tak, że leżałam bezpiecznie obok Patryka. Spojrzałam na niego i wypowiedziałam jedyne słowa, które przyszły mi na myśl.
- To, że jestem ciekawska chyba właśnie uratowało ci życie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz