Rozdział 4
Sala królewska elfów była utrzymana w zupełnie innym stylu niż u ludzi. Nie brakowało tam co prawda bogactw, ale były one zawarte w innym kształcie. Po bokach ustawiono kolumny, które obrosły piękne kwiaty, a na środku stał wielki, złoty pomnik jakiegoś elfa. Nieliczne konstrukcje podtrzymujące stare drzewo i królestwo, jak i sala królewska były całkowicie wykonane z białego marmuru. Wcale nie było tu bogato, wręcz skromnie, ale całość była sama w sobie piękna.
Z początku nie zauważyłam królowej, ponieważ wygodnie wyglądający tron stał pusty, ale kiedy zbliżyła się do nas białowłosa elfka, ze złotą tiarą na głowie pojęłam że to musi być władczyni. Wcześniej rozmawiała z tajemniczym mężczyzną z kapturem na głowie, który teraz się wycofał przypatrując się mi.
Nasz złotowłosy strażnik ukląkł na kolano, a ja zmieszana poszłam w jego ślady.
- Witaj Dolandilasie, bądź zdrów - powitała go królowa uśmiechając się - Ach więc wy musicie być tymi przybyszami. Powstańcie, przecież nie jestem waszą królową - zaśmiała się.
Jak na królową od razu zrobiła na mnie wrażenie. Wciąż wyglądała młodo, ale jak zauważyłam każdy elf wyglądał młodo.
- Miło mi was poznać, jesteście ludźmi, tak? W naszych stronach krążą o was legendy, nigdy nie przypuszczaliśmy że może istnieć. Z resztą nie spodziewaliśmy się wizyty kolejnych z was, tym bardziej w tak krótkim czasie po przybyciu pierwszej z waszego gatunku.
- Pierwszej z nas? - zapytał Patryk. Chyba domyślał się tego co ja.
- Tak, jak się nazywa? Chyba Adriana Pułaska, tak na pewno. Nie rozumiem tych waszych nazwisk - westchnęła.
- Moja matka tu była? - ucieszyłam się - Gdzie jest teraz?
- Niestety, nie widziałam jej osobiście. Mój zwiadowca w tajemnicy doniósł mi o obecności twojej matki, ale nie u mnie. Twoja matka wylądowała u naszych pobratyńców, elfów księżycowych. Jeśli chcesz natychmiast poślę wiadomością do ich króla, aby poinformował nas o miejscu jej pobytu. Wiadomość z odpowiedzią powinnam dostać niebawem.
- Byłabym dozgonnie wdzięczna - powiedziałam z ulgą w sercu - Ile to może potrwać?
- Wybacz, my elfy nie liczymy czasu, jesteśmy długowieczne, więc czas przestał się dla nas liczyć - odrzekła ze szczerym smutkiem.
- Myślę że dwie godziny waszego czasu - wtrącił Dolandilas zadowolony że coś o nas wie.
- Mój syn uwielbia legendy o was - zaśmiała się królowa, a mnie opadła szczęka.
- Jesteś księciem? - zapytałam złotowłosego, a on skinął głową z nieśmiałym uśmiechem.
- Proszę o wybaczenie, że mówiłam do waszej wysokości na ty - powiedziałam zmieszana.
- Ależ mówcie nam po imieniu, bardzo proszę - odezwała się władczyni - Nazywam się Airlandara.
- Dominika, to Patryk,a to Maciej - przedstawiłam.
- Na pewno jesteście głodni, przygotuj ich do kolacji - powiedziała królowa do jednej z elfek, która natychmiast podeszła do nas i zawołała następne dwie.
Każda z nich zaprowadziła nas do innej części pałacu.
Gospodarze królestwa doskonale zadbali o nasze samopoczucie. Zaprowadzili nas do łaźni, gdzie wzięłam aromatyczną kąpiel kwiatową. Później jedna z tych uroczych dziewcząt ubrała mnie w elficką sukienkę, tak zwiewną i delikatną, że bałam się ruszać, żeby jej nie zniszczyć. We włosy wplotła mi kwiaty przypominające białe lilie i zaprowadziła do wielkiej sali na dziedzińcu, gdzie jak mi opowiadała, królowa codziennie je kolację z poddanymi. W ogóle nie przypominało mi to zachowania władców z naszego świata, więc nawet nie ukrywałam zdziwienia.
Już przy wejściu przywitał mnie Patryk, również ubrany w elficki strój: tunikę zrobioną z liści, i skórzane, czarne spodnie.
- Nie rób tak - powiedziałam z przekąsem.
- Jak? - zapytał zdziwiony.
- Nie gap się - powiedziałam z uśmiechem, którym niewątpliwie nie obdarzyłam go jeszcze nigdy - Sama dziwnie się czuję, mam nadzieję że w końcu się dowiem gdzie jest moja mama - westchnęłam.
- Królowa zaprasza do stołu - oznajmił złotowłosy książę, nagle pojawiając się obok mnie.
Elf zasiadł obok matki, a mnie zaprosił na siedzenie obok niego. Patryk zasiadł po drugiej stronie królowej, która specjalnie trzymała dla niego miejsce. Wkrótce doszedł też jego ojciec i do sali wchodzili mieszkańcy królestwa. Stół był tak ogromy, że pomieścił by chyba dwa takie królestwa, a jedzenia było tak wiele, że stół ugiął się pod jego ciężarem. Na początek spróbowałam delikatnych ciasteczek, budyniu z kwiatów lotosu i sałatki z owoców, o których nigdy nawet nie słyszałam. Potem zrobiłam się odważniejsza i zjadłam jaja tutejszych ptaków, choć wyglądały jak zgniłe, ale smakowały całkiem nieźle. W końcu już pojadłam, a do stołu podeszła elfka i podała królowej list. Ta otworzyła go i czytała nie wyrażając żadnych uczuć. Po chwili wstała i oznajmiła:
- Niestety muszę was opuścić, ale nie wstydźcie się. Najedzcie się do syta!
Kobieta podeszła do elfki, szepnęła jej coś na ucho, a ta podeszła do mnie.
- Królowa prosi panienkę na osobność - szepnęła - Księcia też.
Obaj wstaliśmy i z uśmiechem na twarzy wyszliśmy za elficzką. Zaprowadziła nas do obszernego ogrodu, który spowijała ciemność.
- Ogród naszych przodków - powiedział Dolandilas.
- Coś się stało? - zapytałam na widok zmartwionej Airlandary.
- Twoja matka pojawiła się u księżycowych elfów. Usłyszała tam co się ostatnio wydarzyło w naszej krainie i zgodziła się nam pomóc. Posłuchasz mnie, jeśli ci opowiem co się u nas wydarzyło?
Skinęłam głową i usiadłam na marmurowej ławie, obok królowej.
- Dawno temu, jakieś dwa tysiące lat temu narodził się pewniej czarodziej Sarius. Przez całe życie praktykował on magię by czynić dobro, ale po śmierci jego matki coś w nim pękło. Resztę swojego życia spędził na znalezieniu sposobu wskrzeszania zmarłych. Udało mu się to, ale nekromancja to potworna magia. Jego umysł przyćmiła żądza władzy i stworzył on armię nieumarłych by nas pokonać. Zniszczył wtedy prawie całą naszą krainę, ale wygraliśmy. Ostatnio na zebraniu kapłanka elfów księżycowych oświadczyła że ukrywała Obdarzoną. To osoby, które mają dar. Dar jasnowidzenia. Ponoć ta dziewczyna przewidziała że Sarius nadchodzi, jeszcze potężniejszy. Kapłanka została wygnana do krainy Wyklętych. To kraina tych, którzy złamali prawo, zostawia się ich by żyli na własną rękę. To okropne że dostała taki wyrok. My jej wierzymy, wiesz? Leśne elfy mają sojusz z elfami księżycowymi, jesteśmy na tyle długowieczni że przepuszczamy że Verdsa, ta Obdarzona ma rację. Czujemy że Sarius się zbliża i chcemy pomóc Eudriane, wyciągnąć ją od Wyklętych. Ponoć oni używają Czarnej Magii.
- Co ma z tym wspólnego moja matka? - zapytałam cicho.
- Widzisz nasza kraina jest podzielona, krasnoludy nie chcą się do nas odzywać, a smoki sprzeciwiają się Stworzycielom. Gobliny i orkowie wciąż kłócą się o jakieś złoto. Elfy starają się zjednoczyć wszystkich, ale to bardzo trudne. A w przepowiedni powiedziane jest że to człowiek zwycięży nad Sariusem. Więc król elfów księżycowych poprosił twoją matkę o wizytę u Wyklętych i pomoc w wojnie. Twoja matka się zgodziła, jest właśnie w drodze.
- O mój Boże - powiedziałam. - Więc jedziemy za nią, zabieram Patryka i Maćka. Dziękuję za waszą gościnność, ale muszę zabrać moją matkę do domu.
- Poczekaj, nie mamy szans bez was - wyznał książę - Nasza kraina zniknie, a kto wie czy Sarius nie dostanie się do waszego świata. To wy macie go pokonać.
- Wybacz, ale ja przybyłam ty przypadkowo, tylko po to żeby uratować moją matkę.
- Rozumiemy - powiedziała królowa, zanim książę cokolwiek wtrącił - Ale te ziemie są niebezpieczne nocą. A wy potrzebujecie snu, wyruszcie z rana. Mój syn będzie wam towarzyszył, byście byli bezpieczni. Ponoć Wyklęci praktykują czarną magię.
Na znak zgody skinęłam głową a królowa zaprowadziła mnie do wolnej sypialni. Obiecała też że powie Patrykowi i jego ojcu o jutrzejszym wyjeździe, a potem odeszła zostawiając mnie samą z myślami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz