piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 6

                                                           Rozdział 6
  Ze snu wyrwał mnie krzyk barytonu Macieja. Szybko zerwałam się na nogi i rozglądnęłam po lesie. Zaspani towarzysze również doskoczyli do siebie i nerwowo szukali wzrokiem krzyczącego mężczyzny. W końcu go dostrzegłam, a kiedy zobaczyłam powód jego paniki, sama miałam ochotę drzeć się wniebogłosy.
  Przed nim bowiem zwisała ogromna, wężowata głowa, z oczami koloru krwi. Co chwila wyciągała rozdwojony język badając powietrze. Na szczęście mężczyzna miał na tyle rozumu by nie rzucić się od razu do ucieczki, a z piskiem stać w miejscu. Przerażona spojrzałam na uzbrojone elfy, które najwyraźniej także nie spodziewały się tej istoty. Tymczasem Patryk ledwo widocznymi ruchami próbował wydobyć swój scyzoryk z kurtki, którą dostał od elfów z królestwa. Już miałam pójść w jego ślady, kiedy Maćkowi puściły nerwy i rzucił się do ucieczki. Biegł zaledwie chwilę, do puki nie wpadł na... drugą taką głowę, która długą szyją łączyła się z ogonem... tej pierwszej głowy. Zaatakował nas dwugłowy, olbrzymi wąż.
  Mężczyzna otrząsnął się  z szoku i schował pomiędzy elfy, które jednak doskoczyły do mnie i Patryka. Jako jedyni posiadali broń nadającą się do walki.
  I całe szczęście ponieważ chwilę potem obie głowy wystrzeliły w powietrze i oddzieliły nas tak, że zostałam sama z Dolandilasem. Szybko wyciągnęłam scyzoryk, kiedy ten dobył dwóch pięknych mieczy i siekał nimi szyję potwora. Postanowiłam mu to ułatwić i zwrócić na siebie uwagę gada. W tym celu zebrałam kilka większych kamieni i ciskałam nimi do jego oczu. Podziałało i głowa zaczęła młócić powietrze swoim ogromnym językiem, kiedy ja biegałam pomiędzy drzewami. Obawiałam się, że ów stwór może być jadowity. Jednak dwugłowemu nie podobała się moja zabawa i szybko stracił mną zainteresowanie. Na powrót próbował teraz chwycić złotowłosego księcia, a ten uciekał, odbijał się od drzew i atakował przeciwnika z gracją  pantery.
- Dominika, łuk! Przy obozowisku! - krzyknął Patryk, któremu udało się uniknąć połknięcia przez drugą głowę.
  Szybko przetworzyłam jego słowa i puściłam się do naszych plecaków. Rzeczywiście, obok plecaka któregoś z elfów leżał piękny, złoty łuk. Dotykając go czułam się nie godna, ale nie miałam wyboru. Jak najszybciej mogłam, znalazłam kołczan ze strzałami i założyłam go sobie na plecy. Wyjęłam jedną z złotych strzał w duchu dziękując za kółko łucznicze w mojej szkole, w Jaworzu. Choć zajęło mi to trochę czasu wystrzeliłam strzałę, prosto w szyję, a efektowność tryskającej, czarnej krwi przestraszyła druga głowę, która postanowiła uciec. Wlokła za sobą ugodzoną przeze mnie bestię, a ja wyjęłam kolejną strzałę i byłam już gotowa to dokończyć, ale tym razem moja strzała chybiła. Wąż uciekł zostawiając po sobie wyżłobienia w ziemi.

- Co to było? - pytaliśmy z Patrykiem tak samo uszczęśliwieni ucieczką gada.
- To Symora - odpowiedział  Eudriellion rozglądając się niespokojnie - To potwór mieszkający na wschód od Wyklętych. Przebudzić ją mogło tylko zapoczątkowanie wielkiego zła - spojrzał na księcia.
- Co on tu robił? Wszedł na wasze tereny, chociaż tu nie mieszka? - dopytywał Maciej.
- Nie mam pojęcia. Nigdy jej nie widziałem, dotychczas to były tylko opowieści zapijaczonych krasnoludów - rzekł Dolandilas.
- Myślę że chyba wiem dlaczego się tu pojawiła - odezwał się tajemniczo przyjaciel księcia - Popatrzcie.
  Jako pierwsza podeszłam do elfa i zajrzałam mu przez ramię. Trzymał w ręce zdjęcie moje i mamy.
- Ona na ciebie poluje - oświadczył złotowłosy książę.

  Przez chwilę stałam w soku patrząc na zdjęcie, które niewątpliwie należało do mojej matki. Skoro Symora to miała, musiała spotkać także ją.
- Ruszajmy - powiedziałam chowając pamiątkę do plecaka.
  Inni bez słowa zabrali swój ekwipunek i wsiedli na jednorożca. Tym razem mi także udało się wejść bez problemu, choć z drobną pomocą Fantaqi. Elfy zaprowadziły nas do granicy z pustynią i patrząc na słońce coś dostrzegłam.
- Obudziłeś nas za późno. Miałeś pełnić warte - wysyczałam do Maćka.
- Zasnąłem, a kiedy się obudziłem to coś nade mną wisiało!
- Może by do tego nie doszło gdybyś nie spał! Naraziłeś nasze życie i przez ciebie straciliśmy cenny czas, ty idioto! - krzyknęłam, po czym dotarło do mnie że powiedziałam o słowo za dużo. Pomimo moich niechętnych uczuć do niego, był dorosłym pracodawcą mojej mamy. Należało okazać mu szacunek.
- Dlaczego tak mnie nienawidzisz?! - wrzasnął plując mi w twarz.
- Ponieważ zabrałeś mi mamę! - rzuciłam naprawdę tak myśląc. taka była prawda.
- On zabrał ci mamę? - zapytał nagle Patryk.
- Kazał jej pracować tyle godzin, ciągle nie było jej w domu. Jak myślisz jak się czułam dorastając samodzielnie? Nie mając nikogo bliskiego przy mnie? - powiedziałam cicho, mrugając by odpędzić łzy. Tak bardzo mi jej brakowało.

  Chwilę później nie odzywałam się do żadnego z osobników płci męskiej, choć wyraźnie słyszałam że rozmawiają o mnie i moim życiu. Kiedy w końcu opanowałam emocje sprawdziłam czy piasek nie jest za gorący dla jednorożców, jednak ku mojemu zaskoczeniu był on całkowicie zimny. Zupełnie się nie nagrzał. Galopem ruszyliśmy więc przed siebie by nadrobić stracony czas. W końcu dotarliśmy do miejsca, które Eudriellion nazwał Rozpadliną Cieni.
  Była to ogromna... nicość. Po prostu jałowa ziemia, popękana z braku wody. Na wielkim terenie.
- Czym jest Rada? - zapytałam w końcu księcia, który zerkał na mnie troskliwie.
- To głównie władcy królestw, ale także mentorzy Obdarzonych i Stworzycieli, a także dowódcy mniejszych plemion. Co roku spotyka się tutaj aby pomówić o najważniejszych rzeczach, czasem w wyjątkach spotykają cię częściej.
- Kim są Obdarzeni i Stworzyciele?
- Obdarzeni to istoty, które rodzą się z darem. Najczęściej rodzą się Jasnowidze  i Telekinezyjczycy. rzadziej Piromani. Kiedyś istniał podobno Kontroler Czasu. Stworzyciele, to szczególnie Obdarzeni, którzy potrafią tworzyć każdą rzecz z niczego. Kiedy na przykład, rośliny umierają, Stworzyciele potrafią zrobić z nich żywe smoki czy enty.To piękny rodzaj magii  - tłumaczył z uśmiechem.
- Czy to nie rodzaj nekromancji? - zapytałam ostrożnie, nie chcąc urazić jego poglądów.
- Nie. Nekromancja udręcza dusze, każąc im wracać z zaświatów. Magia stworzycieli nie wyrządza nikomu krzywdy.
  - Twoja matka powiedziała że Wyklęci praktykują czarną magię.
- Chodzą takie plotki, ale nikt z nas tam nie zagląda więc  nie możemy tego potwierdzić. Czarna magia to zaklęcia bólu, rozpaczy i manipulacji. Tylko trochę lepsza od nekromancji.
- Rozumiem - powiedziałam, po czym zmieniłam temat - Skąd nazwa Rozpadlina Cieni?
- Królowa opowiadała ci o walce z Sariusem, prawda? Kiedyś w tym miejscu stała wspaniała świątynia Selene, naszej bogini. Jednak po najazdach nieumarłych wszystko się rozpadło, przez cienie i mrok nekromanty. Ziemia ta została niczyją, a nazwa upamiętnia Mroczne Dni. To okres od śmierci matki Sariusa, do jego pokonania.
- Nie mogę sobie wyobrazić tego świata w zniszczeniach. Wszystko co tu widzę jest tak piękne - uśmiechnęłam się.
  Twarde kopyta jednorożców przeprowadziły nas na środek pustkowia Rozpadliny Cieni. Na rozkaz złotowłosego księcia zatrzymały się. Zobaczyłam wykute naturalnie trony, domyślałam się że to miejsce Rady w czasie zebrań, jednak jak zauważyłam że w ogromnym okręgu brakuje jednego, który zamykał by krąg.
- Czyje to miejsce? - zapytał Maciek dochodząc do tego samego wniosku co ja.
- Kiedyś zasiadała tam matka Sariusa, ale po jej śmierci nie było nikogo właściwego na to miejsce. Według przepowiedni następcą niewykutego tronu ma być człowiek - wyjaśnił Eudriellion ledwie zaszczycając nas spojrzeniem.
- Jeśli będzie to człowiek nie dopuszczajcie go za bardzo do władzy - powiedziałam cicho stalowym wzrokiem wpatrując się w puste miejsce - Chodźmy już.
  Szepnęłam do mojego Fantaqi'ego żeby ruszył na wschód, gdzie dotychczas się kierowaliśmy, a mój czarny jednorożec puścił się galopem. Po chwili jednorożec Patryka zrównał się z moim.
- Coś się stało, prawda? Tam przy tronie - powiedział zerkając raz na mnie, raz przed siebie.
- Tak - potwierdziłam tylko.
- Co? - dopytywał.
- Człowiek na tronie Rady? Na miejscu Sariusa? Oni wierzą w tą przepowiednię, wierzą że któryś z nas pokona tego nekromantę.
- Co w tym złego? - zapytał zdezorientowany.
- Przybyłam tutaj aby ratować moją matkę, ale żeby ratować świat? No wiesz, to ponad moje siły. Jeśli przepowiednia jest prawdziwa to dotyczy ciebie albo twojego ojca. Moją matkę zabieram do domu. Z dwojga złego wolę ciebie na tronie, ale... nie wiem jeszcze co o tym sądzić. To chora sytuacja.
- Może o to właśnie chodzi? Być może trafiliśmy tu po to żeby pokonać Sariusa? Wszyscy razem jesteśmy silniejsi.
- Tak, Patryk, jednak licz się z tym że to jest wojna. Będziesz oglądał jak giną te piękne stworzenia, w imię tego co wierzą. Jak umrze całe piękno tego świata. Ludzie nie są dość silni żeby poprowadzić tak potężną walkę.
- Myślę że ty nawet nie wiesz, ile siły masz w sobie ukrytej - powiedział tak cicho że tylko ja mogłam go usłyszeć.
  Skinęłam mu głową w podzięce za rozmowę, i zatrzymałam jednorożca akurat przed stromą górą, na której szczycie się znajdowaliśmy. W dole leżało wspaniałe i przerażające królestwo Wyklętych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz