Rozdział 9
Chyba nigdy nie przywyknę do takiej rozpusty - pomyślałam kiedy czekałam na moją mamę w sali głównej Wyklętych. Przy ścianach tłoczyły się całujące pary i ekhem... bądźmy szczerzy trójkąty. Do nagości nie brakowało tu nikomu zbyt wiele, więc objęłam sobie jedyny przyzwoity tu punkt- sufit - i z determinacją wpatrywałam się w niego. Na policzkach czułam okropne rumieńce, które pogłębiały się, kiedy zdałam sobie sprawę że moi towarzysze na mnie patrzą. Na szczęście chwilę później usłyszałam głos matki.
- Kwestia przyzwyczajenia, uwierz mi.
Spuściłam wzrok i spojrzałam na mamę. Dzięki bogu była ubrana normalnie, a obok niej stała bardzo skromnie ubrana kapłanka Eudriane.
- Wnioskuję że skoro tu jesteś, zmieniłaś zdanie? - zapytała z nadzieją elfka.
- Tak, Dolandilas mnie przekonał - przyznałam - Po prostu... powiedzcie mi, jakie mamy szanse powodzenia? - zapytałam.
- Mniej niż pięćdziesiąt procent, bez ciebie. Z Tobą sześćdziesiąt, może osiemdziesiąt. - odezwał się mężczyzna, z którym poprzednim razem widziałam moją matkę. Do tego czasu za bardzo nie zdawałam sobie sprawy z jego obecności.
- Jaki jest plan? - usłyszałam nieufny głos Patryka.
- Miło że pytasz. Najpierw Tosya zaprasza na obiad, kiedy wybiją dzwony. Potem udamy się do sali centralnej, ukrytej przed zwykłymi Wyklętymi. Tam porozmawiamy, tutaj ściany mają uszy - odrzekła Eudriane - Do tego czasu, rozgośćcie się.
- Jak można rozgościć się w miejscu przypominającym klub nocny? - zapytałam cicho złotowłosego księcia. Patryk poszedł zobaczyć się z ojcem, a Eudriellion mu nie ufał, więc śledził go.
- Nie wiem czym jest klub nocny - powiedział równie zawstydzony Dolandilas co ja.
- Nie chcesz wiedzieć - szepnęłam i podeszłam do czegoś przypominającego bar.
- Czego sobie życzysz słonko? - zagaił, wysoki, dobrze zbudowany potwór. Od głowy, aż do stóp porastała go sierść.
- Nie nazywaj jej tak, orku - poprosił uprzejmie elf. A jednak wyczułam groźbę w jego słowach.
- Coś do picia, po czym będę całkowicie trzeźwa i normalna, nie zamienię się w monstrum przez waszą czarną magię. Macie coś takiego?
Ork zmierzył mnie wzrokiem po czym jego oko rozbłysło. Drugie nadal było czarne.
- Styl elfów tak? Już się robi.
Nagle przed nami pojawiły się dwie szklanki i natychmiast napełniły białym, świecącym płynem. Chwilę zajęło mi pojęcie, że futrzak używa magii.
- Znasz to? - spojrzałam na księcia. Elf skinął głową i chwycił za szklankę.
- To z kwiatu erynii - potwierdził i usiadł na wysokim stołku. Kiedy tylko to zrobił nogi krzesła zaświeciły na jaskrawą czerwień.
- Co to jest? Czy to powinno świecić? - dopytywałam ostrożnie. Tymczasem ork odszedł i zostałam tylko ja ze złotowłosym.
- Kwiat erynii to rzadki kwiat rosnący na terytorium elfów księżycowych - poinformował mnie - A świecące krzesła są zasilane magicznie, taki dowcip Wyklętych.
Chwyciłam za napój, który nalał mi ork i ostrożnie zrobiłam małego łyka. Smakował całkiem nieźle, jak połączenie wanilii i miodu. Bardzo słodkie.
- Co jedzą Wyklęci? - zmieniłam temat.
- Głównie to co się im da, dużo zwierząt, czego elfy nie tolerują, trochę roślin. Może coś uprawiają sami. Nie mam pojęcia, z drobnymi wyjątkami nikt objęty prawem nie ma tu wstępu.
Wypiłam już połowę napoju kiedy wybiły dzwony. Chwilę później Eudriellion podszedł do nas i zaprowadził do sali jadalnej.
Stoły były już uroczyście nakryte i choć ława nie uginała się pod ciężarem jedzenia, nie byłam pewna czy dam radę wszystkiego spróbować. Najbliżej nas stał półmisek wypełniony kolorowymi owocami, zalanymi czymś co wyglądało jak nasze wino. Nieco dalej postawiono dość potężny kawał mięsa, przypominający mi kaczkę. Jednak kształt się nie zgadzał, a kolor był zbyt pomarańczowy.
- Co tam jest? - zapytałam księcia lekkim, kulturalnym skinieniem głowy wskazując mięso.
- Mały, pieczony gryf - powiedział odwracając wzrok. Na jego twarzy widziałam, że nie jest zbyt zadowolony z podania tego stworzenia na obiad.
Oprócz tych dań dojrzałam jeszcze całą masę napoi, sałatek oraz czegoś przypominającego makaron. Na talerzyk nałożyłam sobie wszystkich sałatek, oraz porwałam kawałek ciasta podobnego do naleśnika. Razem z owocami smakował nieziemsko. By nie urazić złotowłosego elfa nawet nie spojrzałam na mięso gryfa, które i tak rozeszło się w krótką chwilę. Zjadłam niewiele, większość potraw miała podejrzany smak.
W końcu kapłanka Eudriane dała nam dyskretny znak i podążyliśmy za nią. Mijaliśmy mroczne, nieoświetlone korytarze, aż w końcu zagłębiliśmy się w jeden z nich. Po chwili skręciliśmy i elfka otworzyła zwykłe, drewniane drzwi. Za nimi ujrzałam wielką, przepiękną salę, urządzoną bez przepychu, ale jednak ze zdobieniami. Na ścianie namalowano przepiękne malowidła, zachowane w odcieniach fioletu, niebieskiego oraz złoci. Dopiero po chwili dostrzegłam kto namalowany był na rysunkach. Była to kobieta. Zwykły człowiek, a jednak przedstawiony w tak wyjątkowy sposób, że wyglądał jak anioł. W tle stał czarny jednorożec, elf oraz nekromanta. Sarius.
- Czy te malunki przedstawiają tą całą przepowiednię dotyczącą Dominiki? - zapytał Patryk zerkając niepewnie na kapłankę.
- Tak. W każdym królestwie jest choć jedna taka sala. Ku twojemu zwycięstwu - rzekła uśmiechając się do mnie. W jednym momencie w sercu pękły moje obawy. Czy tego chciałam czy nie, każdy z nich był ze mną. Wystarczyło zagrzać ich do walki.
- Przepowiednia dotyczy ciebie Dominiko - odezwała się moja matka wchodząc do sali. Towarzyszyli jej ojciec Patryka, oraz ten sam mężczyzna co wcześniej - Powstała ona mniej więcej wtedy, kiedy pojawiła się pierwsza istota na tym świecie. Pierwsza kapłanka bogini Selune ponoć rozmawiała z boginią, która przekazała jej przyszłość, zrobiła z niej Obdarzoną. Kapłanka zapisała losy, które miały nadejść i przekazywała je z pokolenia na pokolenie. Co prawda zapiski zaginęły tysiące lat temu, ale słowa przepowiedni zna każdy.
- Musisz wiedzieć że w zachowanej przepowiedni nie ma ani słowa o tym, jak potoczy się bitwa. Jest pewne tylko to, że poprowadzisz nas do walki - zakończyła Eudriane - Będziemy walczyć z tobą, w większej lub mniejszej liczbie. Nas kraj trzeba zjednoczyć, byśmy byli silniejsi. Jesteśmy w tym z tobą i choć może teraz tego nie widać, męczą nas już kłótnie. Pragniemy znów być razem.
- Zagrożenie jest wielkie, musisz wiedzieć że mamy do czynienia ze zbeszczeszczonymi ciałami, duszami a nawet krwiopijcami. Istnieje duża prawdopodobność iż dusze po śmierci zachowują swoją moc, która jest teraz w ryzach Sariusa. Idzie za nim każde ciało, które kiedyś umarło, każda dusza, która nie zdążyła stąd odejść - kontynuował mężczyzna, z którym ćwiczyła moja matka.
- Wiedzcie że jestem gotowa, choć zagrożenie jest niewyobrażalne. Nigdy nie widziałam ani duchów, ani chodzących, nieżywych ciał, ale widziałam elfy, orka, Symorę. Każdy będzie miał swoją rolę w tej walce. Zacznijmy od sojuszy. Jaki jest plan? - zapytałam zdeterminowana.
Wszyscy odetchnęli i uśmiechali się do siebie. Dolandilas podszedł do mnie i uścisnął moją dłoń.
- Twoja matka trenowała z Todorem, nauczyła się walczyć, a jej kondycja uległa polepszeniu, dlatego oni wraz z Maciejem wyruszą pierwsi. Ty zostaniesz tutaj, a twoi elfowie nauczą ciebie i twojego towarzysza walki. Macie zaledwie kilka dni by nauczyć cię podstaw, potem wy także wyruszycie. Dostaniecie dokładne mapy i odwiedzicie przydzielone wam królestwa. W obecnej sytuacji waszym obowiązkiem jest zrobić wszystko by zyskać sojuszników, jednak nie wolno wam ryzykować waszego życia, samo wysłanie was w tak długą podróż jest ryzykowne. Rozumiecie? - zapytała kapłanka szukając potwierdzenia swoich słów - Żałuję, ale jestem teraz Wyklętą. Nie mogę się stąd ruszyć.
Skinęliśmy głową i spojrzeliśmy po sobie. Wiedziałam że od dnia, w którym tutaj trafiłam moje życie nie będzie takie samo, ale w tej chwili wzięłam część odpowiedzialności za ten świat na siebie.
- Kogo mamy odwiedzić? - zapytał Todor, który wydawał mi się bardzo młodym chłopakiem. Miał przystojną twarz, jednak jego policzek przecinała długa blizna.
- Adriana, Todor i Maciek odwiedzą Gobliny, Stworzycieli, Jaszczuroludzi, Gryfy oraz Druidów. Todorze, wasza grupa odwiedzi twoich byłych braci, ze względu na twoją dawną przynależność do nich. Liczę że łatwiej wam będzie skłonić ich do współpracy - wytłumaczyła.
- Nie będzie łatwo, ale damy radę - odpowiedział pokornie.
- Dominiko, twoja grupa wyruszy kiedy zakończycie treningi. Waszym zadaniem jest przekonać Krasnoludy, Niziołki, Smoki, Orków, Nimfy, oraz Obdarzonych. Gdy dotrzecie do tych ostatnich, mam do was szczególną prośbę. Jasnowidze są bardzo uparci, a teraz żywią do mnie urazę za to, co wydarzyło się na Zebraniu Rady. Ich umysły przysłoniła ciemność, nie chcą się do tego przyznać, jednak od paru tygodni nie widzą już przyszłości. Pomiędzy nimi ukrywa się Verdsa, która pomoże ci w negocjacjach z Obdarzonymi. Trzyma naszą stronę, to ona przewidziała powrót Sariusa. Jeśli Jasnowidze nie zgodzą się na walkę z Sariusem, musisz pomóc Verdsie, wyprowadźcie ją z ich królestwa, dajcie konia. Powiedzcie jej że będzie bezpieczna u elfów leśnych. A teraz zacznijcie swój pierwszy trening.
bardzo ciekawa opowieść :) lubię fantasy i z przyjemnością przeczytałam te 9 rozdziałów i czekam na więcej :) jedyna sugestia to tło tekstu, szkoda, że nie jest jednolite, łatwiej by się czytało :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, cieszę się że się podoba :D W najbliższym czasie zmnienię tło ;)
Usuń