Chwilę później nakazałam jednorożcowi biegnąć na wzgórze. Znalazł w miarę łagodny stok i wdrapał się na górę, oczywiście z moją pomocą. Kiedy byłam już na górze Dolandilas rozmawiał z elfką przy bramie. Za ten czas ja rozłożyłam namiot w bezpiecznej odległości od stoku i wgramoliłam się do środka. Płakałam tak mocno że zaczynałam czuć pulsowanie w głowie, ale miałam to gdzieś. Moja matka mnie zostawiła.
W końcu usłyszałam upragnione tętno kopyt. Chwilę później książę usiadł obok mnie.
- Nie mam pojęcia co ludzie robią w takiej sytuacji - wyznał cicho.
Ale ja wiedziałam, więc mocno się przytuliłam do niego. Miał wyraźnie zbudowane mięśnie, które na mój gest się napięły.
- Straciłam ją. Jak każdego. Nie chcę już nikogo tracić - szeptałam ocierając łzy, a elf objął mnie ramionami.
- Wiesz... kiedyś też myślałem, że kogoś straciłem. Eudrielliona - powiedział cicho - Kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy o Sariusie byliśmy jeszcze głupi, nie doświadczeni. Postanowiliśmy sami pokonać jego niewielką armię i zostać bohaterami, legendami. Niestety liczność jego sojuszników nas pokonała. Eudriellion został postrzelony z łuku. Byłem pewien że już umarł, więc uciekłem do zamku. Trzy lata później on jednak powrócił. Odmieniony, cichy, tajemniczy. Ale wrócił. Chcę przez to powiedzieć, że wcale jej nie straciłaś, ona po prostu zbyt bardzo stara się być samodzielna, pokazać że nikogo nie potrzebuje, ale że wszyscy potrzebują jej.
- Wam pomaga, mnie zostawiła.
- Ponieważ nas nie potrzebuje, a ty jesteś wszystkim co ma. I boi się że ktoś to zauważy.
- Dlaczego? Czemu po prostu nie pozwoli sobie na szczęście? Dlaczego nie pozwoli na to mnie?
- Jest uparta. Dokładnie jak ty. Musisz do niej dotrzeć i pokazać jej że pora przestać udawać.
Po tych słowach zamilkłam i powoli uspokajałam oddech. Wytarłam ostatnie łzy i po prostu przysłuchiwałam się biciu serca księcia.
- Naprawdę chcę wam pomóc wiesz? W głębi duszy nie jestem ani taka zła, ani twarda za jaką próbuję uchodzić. Myślę że jestem zbyt słaba. Po co próbować, skoro z góry jestem skazana na porażkę? - dukałam przez łzy, próbując złapać oddech. Miałam nadzieję że wyglądam lepiej niż się czułam.
- Nie jesteś słaba. Tylko ktoś niesamowicie silny ma odwagę obawiać się czegoś takiego. Stań do walki, pokaż światu jak bardzo silna jesteś. Świat w ciebie wierzy - szeptał mi do ucha obejmując ramieniem.
- Nie prawda. Twój świat pokłada we mnie nadzieję, a ja nie chcę odpowiadać za zniszczenie tego świata.
- Dominiko, posłuchaj mnie! - łagodnie podniósł głos i jednym, zwinnym ruchem sprawił że klęczeliśmy na przeciwko siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. -Przestać myśleć że jesteś w tym sama! Całe nasze królestwo jest z tobą, cały nasz świat w głębi duszy jest z tobą. Twoi towarzysze trzymają twoją stronę. Ja trzymam. Pokonamy go razem.
- A jeśli polegniemy?
- To będziemy razem - powiedział i spojrzał na mnie magicznie pięknymi oczami.
- Bardzo bym tego chciała - szepnęłam.
Wtedy książę niespodziewanie przybliżył się i pocałował mnie. Delikatnie, ale zaborczo. Machinalnie poddałam się mu i odwzajemniłam pocałunek. Przez chwilę było cudownie, ale potem usłyszeliśmy rozpinanie zamka namiotu i odskoczyliśmy od siebie. Zdyszany Patryk zajrzał do środka i po jednym spojrzeniu domyśliłam się że wie co się wydarzyło między mną a Dolandilasem.
- Ojciec został z twoją matką - powiedział tylko i odszedł.
- Porozmawiam z nim - obiecał złotowłosy książę i wstał zbliżając się do wyjścia.
- Czekaj - zatrzymałam go - Dziękuję. Rano chcę wrócić do Wyklętych - powiedziałam z nieznaną sobie pewnością w głosie.
Elf uśmiechnął się do mnie uroczo i wyszedł. Ja rozłożyłam swój śpiwór i przez otwarty namiot przypatrywałam się jak Patryk rozpala ognisko. Przyłożyłam głowę do poduszki z zamiarem podsłuchania rozmowy chłopców, ale szybciej zasnęłam.
Następnego dnia wstałam jako pierwsza, po cichu wzięłam plecak i weszłam głęboko w las. Znalazłam tam strumyk, więc szybko się umyłam, co chwilę zaglądając czy ktoś mnie nie podgląda. Potem przebrałam przepocone ubrania i uprałam, aby mieć na następny raz. Kiedy wróciłam do naszego obozowiska Patryk akurat wyszedł z namiotu.
- Cześć - przywitałam się i rozłożyłam mokre szaty na rozgrzanym kamieniu.
- Cześć - odpowiedział i wyjął z plecaka ostatnią porcję jedzenia przygotowanego przez elfy. Została mu tylko słodka sałatka z niebieskich owoców. Podejrzliwie popatrzył na danie i powąchał. Po chwili wziął na spróbowanie kawałek jakby spodziewał się trucizny.
- Kiedy wstaną Dolandilas i Eudriellion ruszamy do Wyklętych - poinformowałam zajadając się ciastem podobnym do naleśnikowego - Ale decyzja o tym, czy jedziesz z nami należy do ciebie.
- Dziękuję że dajesz mi wybór, ale jestem i będę tu dla ciebie, choćby ten książę miał mi cię zabrać.
- Jesteś zazdrosny? - zapytałam zaskoczona. Ta cała zawiść nie pasowała do niego.
- Szczerze? - popatrzył na mnie z błyskiem w oku - Tak, Domi. Jestem zazdrosny o każdego mężczyznę, który tylko cię dotknie - powiedział twardo patrząc mi w oczy.
- Od kiedy?
- Odkąd cię znam - przyznał, a ja dostrzegłam ból na jego twarzy.
Na szczęście wtedy Dolandilas wyszedł z namiotu i uśmiechnął się do mnie czule.
- Gotowa? - zapytał nie zwracając uwagi na Patryka.
- Tak - w tym momencie elf z kapturem na twarzy wyjechał z jednorożcami z lasu.
- Wszystkie napojone - rzekł i zeskoczył ze swojego. Zerknął tylko na mnie i odwrócił wzrok, a mnie przez głowę przeleciała jedna myśli. Czy widział mnie jak myłam się w potoku? Od razu zaczerwieniłam się a złotowłosy książę uśmiechnął się do mnie radośnie.
Szybko spakowaliśmy plecaki i zabraliśmy jednorożce do bramy zamku Wyklętych.
Tym razem przy ogromnej bramie zastaliśmy dwóch mężczyzn. Byli niesamowicie chudzi i wysocy. Od razu zaczęłam się zastanawiać jaką magiczną istotą mogą być. Przewyższali mnie o połowę mojego ciała, więc musiałam patrzeć na nich z głową uniesioną do góry.
- Kim oni są? - zapytałam cicho stojącego nieopodal Eudrielliona.
- Stworzycielami - szepnął przyglądając się mi.
- Czy jeśli go zdenerwuję, może zrobić ze mnie enta? - ciągnęłam dalej.
- Nie, istotą magicznym odbiera się moc jeszcze przed wyrokiem.
- Nie brzmi zbyt przyjemnie - skrzywiłam się.
- Bo nie jest - wzruszył ramionami.
Akurat kiedy skończył to mówić skończył się długi most i stanęliśmy przed byłymi Stworzycielami. Ich oczy błądziły po każdym z nas, jednak jako pierwsze stworzenia na tym świecie, nie zatrzymały wzroku na nas. Co oznaczało że wieść o naszym przybyciu zataczała coraz szersze kręgi.
- Chciałabym się zobaczyć z moją matką - powiedziałam nieco głośniej. Uznałam że skoro uszy mają nieco wyżej, to mój głos może dochodzić do nich ciszej.
- A ja chciałbym odzyskać moją moc - usłyszeliśmy gruby, męski głos, którym przemówił jeden ze strażników bramy.
- Wybacz, ale nie ja ją ci zabrałam, a teraz mógłbyś łaskawie otworzyć bramę?
- Każde warty są takie nudne, a wasza obecność urozmaica nasz czas. Może jeszcze trochę zostaniecie? - zaśmiał się cicho, choć dla nas był to dźwięk drapania o nierówną powierzchnię.
- Nie mamy na to czasu - krzyknął Patryk.
- Jako Stworzyciele bardzo lubimy zagadki, tajemnice. Każdy z was ma do wyboru zdradzić nam swoją tajemnicę życia, lub odgadnąć naszą zagadkę, co wy na to?
- Nie ma mowy, nie wyjawię swojej tajemnicy - zaprotestował od razu Eudriellion.
- Więc zagadka dla pana, tak? - ucieszył się były Stworzyciel. O dziwo ten drugi milczał.
Wszyscy się popatrzyliśmy po sobie. Nie zapowiadało się łatwe zadanie, traciliśmy na czasie, ale gdzieś tam musiało być sedno sprawy. Wcześniejsze strażniczki nawet się do nas nie odezwały.
- Niech będzie - powiedział poddenerwowany elf.
- Życie to ulotna chwila. Kto jest w stanie ją zatrzymać? - rozbrzmiał głos.
Zapadła cisza, po której każdy analizował zadane pytanie. Życie to ulotna chwila - zgadza się, zawsze mi powtarzano że życie mija zbyt szybko, jak kilka minut. Kto jest w stanie ją zatrzymać?
- Sarius - odpowiedział nagle Eudriellion - Śmierć nie, ona odbiera życie. Ale Sarius je zwraca, czyni nieskończonym. To jak zatrzymanie czasu... lub w tym przypadku życia.
Obaj strażnicy bramy popatrzyli na siebie po czym skinęli głowami.
- Ta odpowiedź nas satysfakcjonuje - rzekł - Teraz kolej chłopaka - wskazał na Patryka.
- Nie chcę zagadek, nie mam do tego głowy - powiedział niepewnie.
- Więc wyznaj nam twoją tajemnicę.
- Jedyny mój sekret... polega na tym, że kompletnie, do szaleństwa jestem zakochany w Dominice - wyznał patrząc mi w oczy. Wiedziałam że mu się podobam, przecież mi to powiedział... ale zakochanie to co innego...
- Dziękujemy - powiedział były Stworzyciel.
Dolandilas zbliżył się do mnie i popatrzył magnetycznymi oczami. One zadawały pytanie "Czy o tym wiedziałaś?". W odpowiedzi pokręciłam ledwo zauważalnie głową. Elf chwycił mnie za rękę jakby chciał powiedzieć " Porozmawiamy później".
- Twoja kolej - powiedział ten strażnik, który większość naszej rozmowy milczał. Wskazywał na mnie.
Wzięłam głęboki oddech i skinęłam głową.
- Poproszę zagadkę.
- W sercu skrywasz od lat, dziecięcego szczęścia chęć, lecz w twej ufności skaza, zbyt częstno się obnaża. Powiedz co uszczęśliwia ludzi w mig, by otworzyły się drzwi.
- To zbyt indywidualne pytanie - powiedziałam - Jednych uszczęśliwia rodzina, drugich miłość, trzecich pieniądze, które u was nie funkcjonują. Nie odpowiem na to pytanie, ludzie są zbyt różni.
Strażnik bramy analizował moją odpowiedź, ale na szczęście ją uznał. Nie znał ludzi- więc musiał zgodzić się z moją opinią.
- Teraz ty, elfie, dla ciebie mamy dwa specjalne zadania - zaśmiał się do księcia.
- Twoja zagadka brzmi : Spotkanie z nim jest nieuniknione, zmienienie wzbronione. Dla człowieka pozornie odwetem, dla ciebie sekretem - wyrecytował drugi.
Złotowłosy książę zastanawiał się tylko chwilę, ale i tak wyczułam w nim pewną rezygnację.
- Przeznaczenie - odpowiedział.
- Bardzo sprytnie, teraz wyjaw prawdę swojej towarzyszce - nakazał były Stworzyciel.
- Dominiko czy możesz... - poprosił Dolandilas i odeszliśmy trochę na bok.
- Co się dzieje? - zapytałam widząc na jego twarzy troskę.
- Przede wszystkim wiedz, że gdyby nie ci wścibscy strażnicy, powiedziałbym ci dopiero kiedy uznałbym że jesteś gotowa. Prawda tyczy się tylko mojego królestwa, więc nigdy nie musisz podejmować takiej decyzji, przecież jesteś człowiekiem, to nawet nie jest twój świat... - ciągnął książę.
- Dolandilasie, o co chodzi?
- Widzisz... według naszego prawa, kiedy elf... pocałuje kobietę, jest z nią związany, działa to również w drugą stronę. Prawo nakazuje w tej sytuacji związać się przez uroczystość takiej parze... skoro więc ja cię pocałowałem, powinienem ci się oświadczyć, a ponieważ ty mnie nie odrzuciłaś... - nie dokończył, ale też nie musiał.
Jego prawo mówiło że powinnam się z nim ożenić. Kopara mi opadła, kiedy zdałam sobie z tego sprawę. Jeśli za niego nie wyjdę, Dolandilas złamie prawo, zostanie Wyklętym. A jeśli to uczynię, nigdy nie wrócę do domu.
- Dolandilasie... czemu mi nie powiedziałeś? Skoro wiedziałeś że tak jest...dlaczego to zrobiłeś?
- Ponieważ w waszym świecie nie obowiązują takie zasady, a elfy wbrew pozorom bywają strasznie porywcze, szczególnie w uczuciach. A ja stanowczo coś do ciebie czuję - wyznał - Jak mówiłem, nigdy nie musisz podejmować takiej decyzji, jednak wiedz że należy ona do ciebie. Mój sprawdzian polegał na wyznaniu ci prawdy, więc to uczyniłem.
- Daj mi czas - poprosiłam i wróciłam przed ogromną bramę - Nie wiem dlaczego to zrobiliście, ale zmarnowaliście nam już dość czasu. Otwierajcie bramę - krzyknęłam.
- Chciałem byście wiedzieli z kim podróżujecie - odpowiedział tylko Stworzyciel i dwa razy zastukał w podłogę, a brama otworzyła się do środka, znów wpuszczając do naszych uszu dźwięki celtyckiej melodii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz